Co Tiny Houses mają wspólnego z ideą slow life?

Powoli, uważnie, celebrując chwile, spędzając czas w gronie najbliższych, z dobrym jedzeniem, muzyką, wygodną przestrzenią wokół, otaczając się rzeczami doskonałej jakości i tylko tyloma, ile naprawdę potrzebujemy na co dzień. Idea slow life ­– bo o niej mowa, zyskuje coraz więcej zwolenników. Co mają z nią wspólnego urokliwe Tiny Houses?

slow life

Slow living – czyli co?

O slow life mówi się ostatnio całkiem sporo. Ruch ten jest odpowiedzią i alternatywą dla życia w ciągłym biegu. Pędzimy na uczelnię, do pracy, by odebrać dzieci z przedszkola. Jemy w biegu, mało śpimy, każda chwila relaksu okupiona jest myśleniem o tym, co mamy jeszcze do zrobienia — tego dnia, dnia, tygodnia, miesiąca. Robimy karierę, liczymy pieniądze, podnosimy zawodowe kwalifikacje. Żyjemy szybko i trochę byle jak. Na spotkania z przyjaciółmi mamy coraz mniej czasu, w wyniku czego zaczynamy mieć coraz mniej przyjaciół. Nie mamy czasu na sen, seks, na wyjście do kina, ani przeczytanie książki. Smutek leczymy u psychoterapeuty, marząc o tym, że kiedy już się dorobimy, kiedy już osiągniemy zawodowy sukces — wtedy właśnie zaczniemy prawdziwie żyć. Problem w tym, że życie jest tu i teraz. Innego nie będzie. Propagatorzy idei slow life o tym wiedzą i zdają się głosić: żyj tu i teraz, rozkoszuj się, smakuj, otaczaj się dobrymi przedmiotami i dobrymi ludźmi. Jesteś wystarczająco okey – nie musisz ciągle podnosić sobie poprzeczki. Slow life pozwala zrzucić z barków ciężar odpowiedzialności za strasznie poważne, wtłoczone w sztywne ramy życie. Zachęca do tego, by rozejrzeć się wokół, złapać dystans, pozwolić sobie na chwilę skupienia i zadumy. Pozwala żyć bliżej natury, ale też bliżej społeczności. Pomaga ustalić priorytety – czas spędzony z rodziną zawsze będzie wyżej od kolejnego szkolenia czy służbowej konferencji. Slow life, to sztuka delektowania się życiem, bez odkładania go na później – masz w domu piękną porcelanę? Dlaczego więc wyciągasz ją jedynie na święta? Zamiast chować ją w kredensie, jedz z niej pomidorową – czuj się wspaniale każdego dnia, bo na to zasługujesz. Zapomnij o jedzeniu przetworzonego, kupionego ‘na szybko’ jedzenia. Gotuj rozważnie, poznawaj smaki, siadaj przy stole z najbliższymi – kolekcjonujcie chwile. W końcu zasługujesz na to, co najlepsze.

Sposób na mieszkanie w stylu slow.

Jak żyć slow w czasach, gdy metr kwadratowy mieszkania w Warszawie kosztuje 3, a czasem nawet 4 razy więcej niż miesięczna pensja przeciętnego Polaka? Z jednej strony można zdecydować się na wynajem – i taka opcja jest świetnym rozwiązaniem na czas studiów i tuż po ich skończeniu. Wynajmowane mieszkanie możemy opuścić w dowolnej chwili, nie musimy martwić się też remontami. Kiedy jednak nasze życie zaczyna nabierać rozpędu, a na horyzoncie pojawia się druga połówka, coraz częściej zaczynamy myśleć o kupnie kąta na własność. Jak być w tym wszystkim slow? Odpowiedź na to pytanie może znajdować się bliżej, niż nam się wydaje. Popularne w USA, a dopiero raczkujące w Polsce mikrodomki, zwane potocznie Tiny Houses, to ciekawy pomysł na wcielenie do naszego życia slow living. Tiny Houses zdają się wprost stworzone dla minimalistów i celebrujących chwile zwolenników slow life. Choć są niewielkich rozmiarów, to zawierają w sobie wszystko, czego potrzebujemy na co dzień. Kompaktowa kuchnia, salonik z jadalnią, łazienka, sypialnia – to prawdziwy dom, po prostu zorganizowany na mniejszej przestrzeni. Tiny Houses pozwalają żyć bliżej natury – dzięki temu, że są mobilne, możemy wykorzystać je do podróżowania po Polsce i świecie – z jednej strony nie musimy być więc przywiązani do jednego miejsca, z drugiej możemy mieć wszystko, czego chcemy zawsze w zasięgu ręki. Niewątpliwym atutem Tiny Houses jest też ich cena – koszt takiego rozwiązania w zależności od wybranej opcji to ok. 100 tys. złotych – czyli znacznie mniej niż kupno mieszkania – nawet takiego do remontu. Niewygórowana cena pozwala uniknąć wiązania się na wiele lat kredytem – a o tym marzy coraz więcej Polaków.

Czy idea Tiny Houses ma szansę na dobre zadomowić się na naszym gruncie? Wierzę, że tak. Ten alternatywny sposób na urządzenie swoich 4 kątów rewelacyjnie wpisuje się w ideę slow life. Niewielka przestrzeń jest doskonałą okazją na reorganizację życia, ustalenie priorytetów i uporządkowanie posiadanych przedmiotów. Dzięki Tiny Houses możemy w końcu wyzwolić się z manii posiadania i gromadzenia, bo choć sprytnie zaaranżowana przestrzeń pomieści wiele, to jednak warto do swojego mikrodomku zabrać tylko te przedmioty, których faktycznie używamy i które sprawiają nam radość. Pozbywanie się nadmiaru nie musi być więc wyrzeczeniem, ale okazją i szansą na lepsze, bardziej uważne i powolne życie w rytmie slow.

 

About Karolina Gruza

Pasję do pisania przekułam w zawód. Najchętniej tworzę artykuły o wystroju i aranżacji wnętrz, kosmetykach (również naturalnych) i modzie. Jestem minimalistką, zwolenniczką slowlife i slowfashion. Marzę o tym, żeby zająć się renowacją starych mebli, najchętniej tych z epoki PRL-u. Kocham rower, góry i żagle. Lubię mieć dom pełen ludzi, bo wtedy mam kogo karmić.